Posts Tagged ‘music’
charmer.
Cóż polecamy na najbliższe dni wprzód i wstecz…
Do słuchania nowa płyta Kings of Leon, w sumie nie taka nowa, bo 2007 – Because of the times.
Do oglądania również nie nowe Black Snake Moan. Ostatnio wróciliśmy do tego filmu i jakaś zajawka mnie opanowała.
Inspirowane. Chrome (recoil)





A co z życia? Wiele, przyznam. Smutny jest jednak fakt, że tracę powoli chęci do pisania. Bo who cares?
Wróciła zajawka, porobiliśmy z m. trochę fot. Fociłam też z olzem, czego efektem był niesamowity ubaw, mamy polaroidy i jest fun (pokażę, jak dostanę od łaskawej o.). Nie uczę się, co jest bardzo przygnębiające. Tracimy z olzem powoli motywację do zdania matury z historii sztuki. A potęguje to moja aktualna sytuacja… otóż… znalazłam mieszkanie! :) jest boskie, jest wymarzone, choć ciasne, to jednak cała reszta przeważa ponad metrażem. Strzeżone wielkie nowe osiedle, nowiusieńkie, boskie meble z klasą, które pasują do moich, boska łazienka, boska kuchnia, pokój do umeblowania przez nas, wokół laski, ah! przeprowadzam się w maju :) Nie obyło się oczywiście bez przeszkód, straty pieniędzy… ale nie chcę o tym wspominać. Może opiszę ten szit w moim blogu ’służbowym’. Podjęłam również decyzję o szkole. Strategia reklamy w warszawskiej szkole reklamy. 3 lata, dzienne. Rodzice chcą opłacić – nie będę się sprzeczać. Spróbuję również wygrać stypendium do filmówki. I wtedy się zastanowię co z tym fantem zrobić. A w miłości… wielkie znaki zapytania – jak sobie poradzimy? czy wytrzymamy razem w 30 m2? czy warto brać ślub? czy chcę mieć dzieci? nie wiem. i go with the flow.
it’s a blue, bright blue Saturday, hey hey…
Dziś słuchamy anielskiego, sielankowego, beztroskiego goldfrappa.
And the pain’s starting to slip away, hey hey…
I stara sesja z gosią.


Trochę się nudziłam…

A mój mood? Mam huśtawki, jestem pełna niepewności. Chce już mieć pieprzone mieszkanie w wawie i spokój. I chce już robić zakupy do niego. Bo wiem, że w dzień po przeprowadzce obudzę się i będę chciała wyczyścić uszy, a nie będę mieć patyczków. I wtedy wskoczę w luźne ciuchy, nie zrobię makijażu, wezmę dużą torbę i zrobię z wyszczerzonymi zębami i ogromnym szczęściem pod skórą wielkie zakupy. Chce też być zdrowa i nie mieć guzów, raka, krzywego kręgosłupa, skurczy, ślepych oczu i w ogóle. I chcę dziś zasnąć.
It’s a blue, bright blue Saturday, hey hey
And the pain’s starting to slip away, hey hey
I’m in a backless dress on a pastel ward that’s shining
Think I want you still
But there may be pills at work
Do you really wanna know how I was dancing on the floor?
I was trying to phone you as I’m crawling out the door
I’m amazed at you, the things you say and that you don’t do
Why don’t you ring?
I was feeling lonely, feeling blue
Feeling like I needed you
Like I’m walking up surrounded by me
It’s a blue, bright blue Saturday, hey hey
And the pain’s starting to slip away, hey hey
I’m in a backless dress on a pastel ward that’s shining
They gotta watch you still
But there may be pills at work
How did I get to accident and emergency?
All I wanted was you to take me out high
And I was feeling lonely, feeling blue
Feeling like I needed you
Like I hoped you’d call and hoped you’d see me
echos and silence, patience and grace…
all of these moments i’ll never replace…
nie mogę zebrać myśli. ból odczuwam. i zadowolenie. w głowie rodzi mi sie oksymoron-owe gówno.
wtedy słucham:
i gdy zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma szans, żebym siebie kiedykolwiek zrozumiała, wracam do życia z:
A o co chodzi… napiszę, jak zbiorę myśli. Tymczasem dobranoc.